Część ul. Grodzkiej pomiędzy Rynkiem Głównym a Placem Dominikańskim spustoszona została w wielkim pożarze miasta w lipcu 1850 roku. W ciągu kilkunastu następnych lat trwała mozolna odbudowa, a fasady stojących tu domów zyskały wygląd zbliżony do dzisiejszego. Dodatkowo władze miasta świetnie wykorzystały sposobność do dodatkowego poszerzenia ulicy – i na odcinku od Rynku do Placu Dominikańskiego- zleciły cofnięcie o kilka metrów lica odtwarzanych domów, po wschodniej, dziś parzystej stronie. Na karcie widokowej wydanej w 1906 anonimowy fotograf uwiecznił ten fragment ulicy. To dość rzadko przedstawiane ujęcie jest tym cenniejsze, że nie uległo często praktykowanemu przy produkcji ówczesnych widokówek, retuszowi. Możemy zatem zobaczyć między innymi prace przy rozbiórce dwupiętrowego domu stojącego wówczas u zbiegu ul. Grodzkiej i Placu Dominikańskiego (w prawej części kadru). W drugiej połowie XIX wieku należał on do Antoniego Suskiego, który prowadził tu znaną restaurację i sklep kolonialny, a schedę po nim objął później jego syn Wiktor. Jeszcze w tym samym roku przystąpiono do budowy – stojącej do dzisiaj na tej parceli – nowej kamienicy, a jej modernistyczna architektura jest jedną z ostatnich prac wybitnego krakowskiego architekta Władysława Ekielskiego. Trudno nie zauważyć panującego wzdłuż chodnika nieładu, widocznego również w dalszej części prawej pierzei ulicy. Są to zapewne pozostałości po pracach przy wkopaniu kabla rozrastającej się elektrycznej. Stojąca po przeciwnej stronie ulicy kamienica- z napisem „Apteka” - ponad oknami pierwszego piętra - należała w połowie XIX wieku do Józefy Bendowej, matki wielkiej aktorki polskiej sceny, Heleny Modrzejewskiej. Bendowa prowadziła tu kawiarnię, która wraz z okolicznymi domami spłonęła we wspomnianym pożarze miasta. Po zakończonej niepowodzeniem próbie odbudowy kamienice kupił aptekarz Ernest Stockmar, wieloletni kurator gminy ewangelickiej w Krakowie. W pięćdziesiątą rocznicę śmierci Modrzejewskiej (1959r.) odsłonięto tu pamiątkową tablicę autorstwa krakowskiego artysty rzeźbiarza Wiesława Łabędzkiego. Apteka tymczasem przetrwała w parterowych pomieszczeniach przez wiele dziesiątków lat. U progu XX stulecia przejął ją z rąk Stockmara Tadeusz Oświęcimski, aby w latach trzydziestych przekazać z kolei Zofii Matzke. W 1941 roku, decyzją władz okupacyjnych, aptekę przeniesiono na przeciwległy narożnik ulicy Grodzkiej, gdzie działa do dzisiaj. W latach pięćdziesiątych – zamiast bezdusznego, porządkowego numeru- przywrócono jej nawet dawną, piękną nazwę – „Pod Złotym Słoniem”.
W przypadku lokalu po dawnej aptece zadziałał pewnie swoisty genius loci, bowiem po upływie niemal stu lat wróciła tutaj kawiarnia. Kawiarnię tę nazwaną „Sportowa” konserwatywni z natury krakowianie, o dziwo, polubili. Pomimo siermiężnego wystroju podawano tam niezłą kawę i smaczne słodkości, toteż natrafienie na wolny stolik było zadaniem niezmiernie trudnym. Była to prawdopodobnie jedyna kawiarnia wylansowana z powodzeniem przez Krakowskie Zakłady Gastronomiczne. Przypomnieć warto, że zlikwidowane dawno temu (1976r.) KZG, przejęły pod przymusem z rąk prywatnych – do końca roku 1950 – wszystkie poważniejsze restauracje i kawiarnie w Krakowie. W przypadku „Sportowej” chyba działo się jednak zbyt dobrze i w 1969 roku zapadła decyzja o poddaniu jej gruntownemu remontowi. Kiedy odnowiony lokal zyskał pseudo nowoczesny wystrój i nazwę „Malwa” , dotychczasowi klienci przenieśli się w znakomitej większości gdzie indziej. Czar sportowej ulotnił się gdzieś wraz z kulawymi stolikami i krzesełkami obitymi brązową dermą...
KRZYSZTOF JAKUBOWSKI
